Wrz 092011
 

Około 700 tys. polskich rodzin w ubiegłym miesiącu, zamiast śledzić losy bohaterów telewizyjnych seriali, z napięciem oglądało ekonomiczny dreszczowiec o franku szwajcarskim. Kurs tej waluty kolejny miesiąc szedł ostro do góry i w szczytowym momencie, 9 sierpnia, przekroczył nawet na chwilę poziom 4 zł.

Osoby, które następnego dnia płaciły ratę kredytową boleśnie odczuły to w swoim portfelu. Posiadacz kredytu w wysokości 300 tys. zł, na 30 lat, zaciągniętego trzy lata temu, kiedy frank był po 2 zł, jeszcze w lipcu płacił ratę w wysokości 1830 zł. To o 300 zł więcej niż w momencie zaciągania kredytu. Sierpniowa rata, zapłacona tuż po rekordzie franka, była jednak jeszcze droższa, bo sięgnęła aż 2150 zł.

Budżety kredytobiorców zostały więc mocno nadszarpnięte. Na szczęście kolejne tygodnie przyniosły uspokojenie i kurs się obniżył. Jest więc szansa, że spłacalność kredytów hipotecznych we franku wyraźnie się nie pogorszy. Banki mają jednak jeszcze jeden powód do niepokoju, a mianowicie wzrost całkowitego zadłużenia ich klientów. Kredyt walutowy jest bowiem przeliczany na złote po dużo wyższym kursie, więc zadłużenie dynamicznie rośnie.

Znikające oferty we franku

A to oznacza, że coraz rzadziej nieruchomość, która jest przedmiotem zabezpieczenia, ma wartość wystarczającą na pokrycie długu. Według szacunków Open Finance przy kursie 3,80 zł ponad połowa kredytów z lat 2006-2008 osiąga wartość przekraczającą wycenę nieruchomości. W takich przypadkach, jeśli odpowiednie zapisy znajdują się w umowie, bank może od klienta zażądać dodatkowego zabezpieczenia, na przykład w postaci ubezpieczenia niskiego wkładu.

Kredyty we franku przeżywały swoje złote czasy na kilka lat przed wybuchem kryzysu w 2008 roku. Teraz stanowią już margines oferty, jednak ostatnie zawirowania skłoniły kolejne instytucje do ich wycofania. Kredytu we franku do niedawna można było szukać w siedmiu bankach, ale z tego grona wykruszyły się mBank, MultiBank i Alior Bank. Wśród pozostałych banków jest jeszcze PKO BP, który ma zaporową marżę dla kredytów we franku, więc jest to w zasadzie martwa oferta. W praktyce kredytu we franku mogą więc udzielić już tylko trzy instytucje: BPH, Nordea i Deutsche Bank, choć ten ostatni ogranicza się do klientów private banking. Widać, więc że kolejne instytucje nie chcą ryzykować zwiększania liczby kredytów, w przypadku których zabezpieczenie w postaci nieruchomości może szybko stać się niewystarczające.

Nowe struktury

Frank znika z oferty kredytowej, ale coraz częściej pojawia się w inwestycyjnej. Kilka banków zaproponowało swoim klientom produkty strukturyzowane powiązane z kursem franka. Jak podaje portal Structus.pl na początku sierpnia można było w nie zainwestować w Kredyt Banku, mBanku i Raiffeisen Banku. Wcześniej podobny produkt miał ING Bank, a pod koniec sierpnia BNP Paribas. Oferowane przez te banki struktury mają przynieść zysk w przypadku spadku kursu szwajcarskiej waluty. Nie są więc dobrym produktem dla posiadaczy kredytów we franku, którzy powinni raczej szukać produktów stawiających na wzrost kursu franka. W takiej sytuacji zabezpieczają się bowiem przed ryzykiem kursowym. Jeśli stracą na kredycie, to zarobią chociaż na produkcie strukturyzowanym.

Los posiadaczy kredytów we franku nie pozostał obojętny politykom, którzy w szybkim przedwyborczym trybie uchwalili ustawę antyspreadową. Jest ona swego rodzaju poprawką do rekomendacji S II Komisji Nadzoru Finansowego, zalecającej bankom umożliwienie klientom spłaty kredytów bezpośrednio w walucie kredytu. Rekomendacja weszła w życie dwa lata temu, ale banki wymagały od klientów, którzy chcieli skorzystać z nowej możliwości spłaty, aneksów do umów kredytowych. Część banków ustawiła zaporowe ceny tych aneksów, co spowodowało, że spłata kredytu frankami, czy euro kupionymi w kantorze, nie stała się popularnym rozwiązaniem. W nowych przepisach jest jednak zapis mówiący, że banki nie mogą pobierać żadnych dodatkowych opłat za przejście na spłatę kredytu bezpośrednio w walucie.

Teoretycznie nowe rozwiązanie może spowodować spadek spreadów w bankach, które będą wolały zmniejszyć nieco przychody z tytułu obrotu walutą, niż stracić je całkowicie. W praktyce jednak wiele zależeć będzie od klientów banków. Dopiero jeśli zaczną oni masowo korzystać ze spłaty w walucie, to wywrą presję na banki. W największym stopniu będzie to dotyczyć klientów tych banków, gdzie spread jest najwyższy i gdzie potencjalne oszczędności są największe.

Rodzinie dalej do swojego

Istotnym wydarzeniem dla rynku kredytów hipotecznych są również zmiany w programie „Rodzina na swoim”, które ograniczają dostęp do kredytów z rządowymi dopłatami. Od początku września zmieniły się współczynniki służące do obliczania maksymalnej ceny nieruchomości, która kwalifikuje się do programu. Pojawiło się również ograniczenie wiekowe, bo osoba starająca się o dopłatę nie może mieć więcej niż 35 lat, a jeśli jest to małżeństwo, to limit wiekowy dotyczy młodszej osoby. Przy okazji dotykamy zmiany na korzyść klientów, a mianowicie włączenia do programu tzw. singli.

Spadek wspomnianych współczynników jest na tyle dotkliwy, że bardzo poważnie ogranicza liczbę mieszkań spełniających wymagani programu. Limit cen na rynku wtórnym spadł o 42 proc., a na rynku pierwotnym o 28 proc. To początek wygaszania „Rodziny na swoim” i widać już pierwsze reakcje banków, bo z programu wycofał się Deutsche Bank. Jak do tej pory „Rodzina na swoim” była motorem rynku kredytów hipotecznych, gdyż jej udział w rynku wzrósł w ciągu ostatniego roku z 15,6 proc. do ponad 23 proc. Teraz jednak przejdzie ona na margines rynku, więc można się spodziewać, że niebawem grono instytucji oferujących preferencyjne kredyty jeszcze się pomniejszy. Póki co można je znaleźć w ofercie dwudziestu banków.

Dla banków ograniczenia w „Rodzinie na swoim” mogą oznaczać zmniejszenie skali kredytowania hipotek. Oczywiście amatorzy niedrogich kredytów mogą szukać alternatywy w postaci kredytów w euro, ale tu z kolei dostęp utrudniają działania Komisji Nadzoru Finansowego, której rekomendacje skutecznie powstrzymują zbyt dynamiczną sprzedaż ryzykownych kredytów walutowych. Można się więc spodziewać spadku sprzedaży kredytów hipotecznych w najbliższych miesiącach.

Depozyty antypodatkowe przetrwały

Ciekawa rzecz wydarzyła się w ostatnim miesiącu na rynku depozytów. Do grona banków oferujących produkty z dzienną kapitalizacją, czyli pozwalające omijać podatek Belki, dołączył PKO BP. Trzeba jednak pamiętać, że to instytucja z dominującym udziałem Skarbu Państwa. Bank będzie więc wykorzystywać lukę w prawie, którą jego główny właściciel chciał załatać. Z drugiej strony, skoro reszta banków wykorzystuje ten mechanizm na potęgę, to może nie warto by PKO BP poddawał się konkurencji i pozwalał wyciągać od siebie depozyty.

Pozostałe banki cały czas podnoszą oprocentowanie lokat, wykorzystując wzrost stóp procentowych i odroczenie wyroku na depozyty antypodatkowe. Miały one zostać zlikwidowane od początku 2012 roku, ale parlament obecnej kadencji już się tą sprawą nie zajmie, więc ich usunięcie nie jest już 100-proc. pewne. Wzrost oprocentowania lokat widać szczególnie po najlepszych ofertach, które przekraczają już poziom 8 proc. w skali roku. A to oznacza, że powoli zbliżamy się do rekordowych poziomów z czasów wojny na lokaty, która wybuchła w drugiej połowie 2008 roku. Trudno się jednak spodziewać, że i tym razem doczekamy się lokat na 10 proc. w skali roku.

Mateusz Ostrowski

Article source: http://biznes.interia.pl/finanse-osobiste/news/w-tych-polskich-bankach-przetrwaly-depozyty-antypodatkowe,1690442