Paź 062011
 

Jesteś żonaty, masz 30 lat i jedno dziecko, pracujesz wraz z żoną w międzynarodowej korporacji i chcesz kupić mieszkanie do 50 m2 za 500 tys. zł? Masz dużą szansę na kredyt hipoteczny. Pozostali będą mięli problem.

– Banki w trudnych czasach są bardziej wybredne, ale gdy jesteśmy wzorcowym klientem nasza pozycja jest znacznie lepsza – mówi Artur Luterek z firmy Finhouse. – Zwyczajnie daje szansę porównania i wyboru najlepszego kredytu z całej puli.

Przeczytaj też: Bankowe promocje kredytów hipotecznych nie zawsze opłacalne

Ważne jest, aby kredytobiorca posiadał konto. Wówczas bank ma ułatwioną weryfikację klienta i sprawdzi np. wysokość wynagrodzeń oraz od kogo pochodzą.

Bardzo rzadko banki udzielają kredytów hipotecznych na mieszkanie w małej miejscowości. Oszacowano, że w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców rynek wtórny jest bardziej konkurencyjny oraz dużo łatwiej jest rzetelnie wycenić nieruchomość.

Czytaj: Jedna hipoteka zabezpiecza kilka długów

Jeżeli jesteśmy posiadaczem kilku kart kredytowych, mamy na głowie pożyczkę na samochód i co najgorsze spłacamy już jedną hipotekę, z góry jesteśmy skazani na porażkę i kredytu nam nie przyznają. Jednak regularnie spłacanie rat za telewizor czy pralkę działa już na naszą korzyść.

– Często największą przeszkodą w uzyskaniu kredytu jest niewiedza klienta – przekonuje pani Edyta Szymańska. – Po prostu trzeba się przygotować, dokumentów jest naprawdę sporo, kiedy jednak załatwimy wszystko po kolei, nie będzie problemu z pozytywną weryfikacją. 

Przeczytaj również: Mniejsze raty. Frank kupisz taniej w kantorze
 

Article source: http://www.strefabiznesu.pomorska.pl/artykul/kredyt-hipoteczny-idealny-klient-poszukiwany-69233.html

Wrz 202011
 

Nie każdego w Polsce stać na kredyt mieszkaniowy. Ci, których stać, biorą najczęściej kredyt w wysokości nieco poniżej 200 tysięcy zł. Za tę kwotę trudno jest jednak kupić mieszkanie.

Grażyna Błaszczak z „Rzeczpospolitej”: Szczególnie w dużym mieście, dlatego coraz więcej osób musi się wykazać wkładem własnym, żeby prosić w banku o kredyt. To jest średni kredyt. Można założyć, że osoby, które pożyczają w euro albo we franku, dostaną więcej, nawet 300 tys. zł, ponieważ mają wyższą zdolność kredytową.

Jak wygląda struktura kredytów hipotecznych mieszkaniowych? W jakich kwotach i jaki procent Polaków bierze kredyty?

Grażyna Błaszczak: Prawie 80 proc. osób bierze kredyty złotówkowe na 25 do 35 lat, w wysokości 200 tys. zł. Po 6 proc. pożycza albo 500 tys. zł. i powyżej albo milion zł. i więcej.

Teraz coraz trudniej jest o kredyt we franku szwajcarskim. Mogą być też ograniczenia kredytów w euro?

Michał Krajkowski z Domu Kredytowego Notus: W tym momencie te kredyty są dostępne, również na 100 proc. wartości nieruchomości, bez konieczności wnoszenia wkładu własnego. W najbliższym czasie nie spodziewałbym się wycofywania kredytów w euro z ofert banków, ponieważ nie ma ku temu powodów. Kredyty we franku zostały wycofane nie ze względu na wysoki kurs, ale ze względu na to, że frank na rynku międzybankowym jest trudno dostępny. Z euro takiego problemu nie ma.

Grażyna Błaszczak: Teraz większość Polaków bierze kredyty w złotych. W dwóch ostatnich latach 70-80 proc. osób decyduje się na złotówki, bo mimo że rata jest wyższa o 20-30 proc. w stosunku do kredytu walutowego, to jest on bezpieczniejszy: nie ma skoków kursów walut. We franku kredyty wybiera około 6 proc. osób, które zarabiają powyżej 15 tys. zł miesięcznie. Nadal banki w swoich portfelach mają zdecydowanie najwięcej kredytów w walutach, ponad 60 proc., z czego połowa to kredyty frankowe.

Czy to, że bierzemy kredyt w złotych, nie wynika także z działań Komisji Nadzoru Finansowego, która wprowadziła rekomendacje ograniczające dostępność do kredytów?

Grażyna Błaszczak: Tak. Kolejne zapisy rekomendacji powodują, że banki coraz ostrzej oceniają zdolność kredytową. To zależy też od banków, ale jest coraz trudniej.

Czego możemy się więc spodziewać na rynku deweloperskim?

Grażyna Błaszczak: Nie jest to dobra wiadomość ani dla deweloperów, ani dla tych, którzy czekają na ukończenie mieszkania. Deweloperzy mają mnóstwo mieszkań niesprzedanych, około 40 tysięcy. Jeśli w danym projekcie nie ma sprzedanych wszystkich mieszkań, a deweloper nie posiada kredytu w banku, to jest niebezpieczeństwo, że jeśli nie zdobędzie kolejnych klientów, to nie będzie mógł dokończyć budowy. Jeśli klienci nie dostaną kredytów, to nie przyjdą do dewelopera.

Powinna wejść w życie ustawa, która będzie chroniła interesy kupujących mieszkania od deweloperów, ale stanie się to dopiero za pół roku.

Grażyna Błaszczak: Tak i to jest dobra wiadomość, bo za pół roku będą obowiązywały już przepisy, które zabezpieczą interesy osób kupujących mieszkania na wczesnym etapie budowy. W ciągu tego pół roku deweloper może jednak rozpocząć projekt, a nie musi zaoferować rachunku powierniczego. To oznacza, że mnóstwo projektów może zostać niedokończonych, bo nie znajdą się na nich klienci, a deweloperom będzie zależało, żeby rozpocząć budowę przed wejściem w życie ustawy. Trzeba więc będzie sprawdzać finansowanie, czy deweloper ma kredyt.

Rozmawiał Robert Lidke.

Article source: http://www.polskieradio.pl/7/968/Artykul/441691,Coraz-trudniej-o-kredyt-we-franku-szwajcarskim

Wrz 192011
 

Prawie 80% osób bierze kredyty złotówkowe, w wysokości 200 tys. zł., po 6% osób pożycza albo 500 tys. zł. i powyżej albo milion zł. i więcej.

– Nie każdego w Polsce stać na kredyt mieszkaniowy, a ci, których stać biorą najczęściej kredyt w wysokości nieco poniżej 200 tysięcy zł. Za te kwotę trudno jest jednak kupić mieszkanie.
Grażyna Błaszczak z „Rzeczpospolitej”
: – Szczególnie w dużym mieście, dlatego coraz więcej osób musi się wykazać wkładem własnym, żeby móc iść do banku i prosić o ten kredyt. To jest taki średni kredyt i można założyć, że osoby, które pożyczają w euro albo we franku dostaną więcej, bo mają wyższą zdolność kredytową, czyli nawet 300 tys. zł.

– Jak wygląda struktura kredytów hipotecznych mieszkaniowych, w jakich kwotach i jaki procent Polaków bierze kredyty?
Grażyna Błaszczak
: – Prawie 80% osób bierze kredyty złotówkowe, w wysokości 200 tys. zł., pożyczając na 25 do 35 lat. Po 6% pożycza albo 500 tys. zł. i powyżej albo milion zł. i więcej.

– Teraz coraz trudniej jest o kredyt we franku szwajcarskim, mogą być też ograniczenia kredytów w euro?
Michał Krajkowski z Domu Kredytowego Notus
: – W tym momencie te kredyty są dostępne, również na 100% wartości nieruchomości, bez konieczności wnoszenia wkładu własnego. W najbliższym czasie nie spodziewałbym się wycofywania kredytów w euro z ofert banków, bo nie ma ku temu powodów. Kredyty we franku zostały wycofane nie ze względu na wysoki kurs, ale ze względu na to, że frank na rynku międzybankowym jest trudno dostępny. Z euro takiego problemu nie ma.

Grażyna Błaszczak: – Teraz większość Polaków bierze kredyty w złotych. W dwóch ostatnich latach 70-80% osób wybiera złotówki, bo mimo, że rata jest wyższa o 20-30% w stosunku do kredytu walutowego, to jest on bezpieczniejszy, bo nie ma skoków kursów walut. We franku kredyty wybiera około 6% osób, które zarabiają powyżej 15 tys. zł miesięcznie. Nadal banki w swoich portfelach mają zdecydowanie najwięcej kredytów w walutach, ponad 60%, z czego połowa to kredyty frankowe.

– Czy to, że bierzemy kredyt w złotych, to wynika z naszego rozsądku, ale czy nie jest to efekt działań Komisji Nadzoru Finansowego, która wprowadziła rekomendacje ograniczające dostępność do kredytów?
Grażyna Błaszczak
: – Tak, kolejne zapisy rekomendacji powodują, że banki coraz ostrzej oceniają zdolność kredytową. To zależy też od banków, ale jest coraz trudniej.

– Czego możemy się więc spodziewać na rynku deweloperskim?
Grażyna Błaszczak
: – Nie jest to dobra wiadomość ani dla deweloperów ani dla tych, którzy czekają aż ci ukończą mieszkania. Deweloperzy mają mnóstwo mieszkań nie sprzedanych, około 40 tysięcy, a jeśli w danym projekcie nie ma sprzedanych wszystkich mieszkań, a deweloper nie ma kredytu w banku, to jest niebezpieczeństwo, że jeśli nie zdobędzie kolejnych klientów to nie będzie mógł dokończyć tej budowy, a jeśli ci klienci nie dostaną kredytów, to nie przyjdą do dewelopera.

– Powinna wejść w życie ustawa, która będzie chroniła interesy kupujących mieszkania od deweloperów, ale to dopiero za pół roku.
Grażyna Błaszczak
: – Tak i to jest dobra wiadomość, bo za pół roku będą przepisy, które zabezpieczą interesy osób kupujących mieszkania na wczesnym etapie budowy, tylko że w ciągu tego pół roku deweloper może rozpocząć projekt, a nie musi zaoferować rachunku powierniczego. To oznacza, że mnóstwo projektów może zostać niedokończonych, bo nie znajdą się na nich klienci, a deweloperom będzie zależało, żeby przed wejściem w życie ustawy jednak rozpocząć budowę. Trzeba więc będzie sprawdzać finansowanie, czy deweloper ma kredyt.

Rozmawiał: Robert Lidke

Article source: http://www.polskieradio.pl/7/968/Artykul/441691,Coraz-trudniej-jest-o-kredyt-we-franku-szwajcarskim

Wrz 192011
 

Finanse


Na ile lat pozyczamy na mieszkanie


W jakiej walucie kredyty spłacane są najgorzej

Na mieszkanie pożyczamy średnio 187 tys. złotych. I to głównie w rodzimej walucie.
Mimo to kredyty w obcych walutach dominują wśród udzielonych hipotecznych

– W ciągu ostatnich dwóch lat kredyty w złotych stanowiły 75 – 80 proc. wszystkich hipotecznych udzielanych przez banki. Co ciekawe, patrząc całościowo, kredyty walutowe nadal stanowią ponad 62 proc. portfeli banków, a najpopularniejsze do niedawna denominowane we franku szwajcarskim 53 proc. – mówi Jacek Furga, przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich, wiceprezes zarządu Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Zdaniem analityków Związku Banków Polskich (ZBP) w kolejnych miesiącach udział waluty krajowej wśród kredytów hipotecznych będzie wciąż rósł. Nie bez wpływu na popularność złotówki pozostają rekomendacja S Komisji Nadzoru Finansowego oraz ostatnie wahania kursów walutowych.

Z analiz ZBP wynika, że jeśli chodzi o kredyty udzielone na kupno mieszkania w tym roku, to dominują te w wysokości do 200 tys. zł. Do 100 tys. zł pożycza od banków blisko 23 proc. klientów, natomiast od 100 do 200 tys. zł – 30 proc. kredytobiorców.

Z kolei 21 proc. klientów banków dostaje od 200 do 300 tys. zł na zakup nieruchomości. Ponad 6 proc. klientów decyduje się na zadłużenie hipoteczne w wysokości 400 – 500 tys. zł oraz 500 tys. – 1 mln zł. Tak było i w pierwszym, i w drugim kwartale br.

Średnia wartość kredytu na mieszkanie utrzymuje się na podobnym poziomie od ubiegłego roku. W II kwartale br. wyniosła 208 tys. zł. Jeśli jednak pod uwagę weźmiemy zadłużenie w różnych walutach, to okaże się, że osoby pożyczające w złotym średnio dostają z banku 187 tys. zł, a w walutach obcych (euro i frank szwajcarski) aż 351 tys. zł.

Jeśli chodzi o walutę kredytu, to w drugim kwartale br. najchętniej wybieraliśmy złotówki, pożyczając na mieszkanie

(78,4 proc.). Widać jednak nieznaczny wzrost udziału kredytów dominowanych w euro w stosunku do poprzedniego kwartału – do 14 proc.

Natomiast na zadłużenie się na mieszkanie we frankach szwajcarskich w drugim kwartale br. zdecydowało się zaledwie 7,5 proc. osób. Rok temu było to tylko 4,4 proc. klientów zaciągających kredyty hipoteczne, podczas gdy o tej porze w 2009 r. jeszcze ponad 24 proc. wszystkich kredytów mieszkaniowych stanowiły zobowiązania frankowe.

Zdaniem Michała Krajkowskiego, analityka Domu Kredytowego Notus, to już koniec ery franka szwajcarskiego. Do grona banków wycofujących ze swojej oferty kredyty we franku dołączył w ubiegłym tygodniu Bank BPH.

– Na rynku pozostaną tylko trzy instytucje oferujące kredyty we franku szwajcarskim. Jednak niejednokrotnie wymogi stawiane przez nie klientom są niemal niemożliwe do spełnienia. Tym samym uzyskanie kredytu w walucie Helwetów staje się wręcz niemożliwe – uważa Michał Krajkowski.

Analityk zwraca uwagę, że decyzja banku BPH wpisuje się w ciąg ostatnich informacji, jakie dotarły z rynku. Kilka tygodni temu kredyt we franku wycofały bowiem ze swojej oferty mBank, MultiBank i Alior Bank. Zmiany te wynikają przede wszystkim z trudności w pozyskaniu szwajcarskiej waluty na rynku międzybankowym.

W sumie Polacy są zadłużeni z tytułu kredytów hipotecznych na ponad 283 miliardy złotych

– podaje ZBP (dane na koniec II kwartału br.).

Opinia

Krzysztof Pietraszkiewicz prezes Związku Banków Polskich

– Najgwałtowniejsze zawirowania kursowe są już za nami. Nie powinny bardzo negatywnie wpłynąć na ostateczne wyniki akcji kredytowej. Tym bardziej że od miesięcy złotówka dominuje jako waluta udzielanych kredytów.

Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Article source: http://www.rp.pl/artykul/5,719268-Nie-stac-nas-na-wiecej-niz-200-tys--zl-zadluzenia.html

Wrz 162011
 

Dzisiaj znika z oferty Banku BPH kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich. Bank wyjaśnił, że decyzja związana jest m.in. z chęcią oferowania klientom bezpiecznych produktów. O tym, że kredyty frankowe bezpieczne nie są, ich posiadacze dobitnie mogli przekonać się już co najmniej dwa razy. Na początku 2009 r. i podczas ostatnich wakacji, kiedy to kurs franka poszybował w górę o 25-30 proc. I to zaledwie w ciągu kilku dni.

To bolesny cios, bo w przeciwieństwie do wzrostu stóp procentowych, gwałtowny skok kursu kredytobiorcy odczuwają automatycznie. Z wyższą ratą można jeszcze jakoś żyć, ale gorzej jest z całkowitym zadłużeniem – nagle okazuje się, że zamiast 300 tys. zł, jesteśmy winni bankowi pół miliona. Kiedyś można było sprzedać mieszkanie, spłacić kredyt i jeszcze na tym zarobić. Dzisiaj setki tysięcy Polaków stały się niewolnikami kredytów.

Wycofanie ze sprzedaży kredytów we frankach na pewno cieszy naszą Komisją Nadzoru Finansowego, która od lat próbuje ograniczyć sprzedaż kredytów walutowych przez banki. Powodów do zadowolenia nie mają ci, którzy ostrzyli sobie zęby na hipotekę we frankach albo liczyli na to, że przewalutują drogi kredyt złotowy właśnie na franki, bo zaciągnięcie kredytu walutowego przy wysokim kursie to dobry interes. Można się bowiem spodziewać, że z czasem waluta będzie tanieć, a więc spadać będą miesięczne raty i całość zadłużenia. Ale to nadal ryzykowana gra spekulacyjna.

Ostatnia odsłona kryzysu pokazała, że jakiekolwiek reguły przestają się sprawdzać, a przyszłość staje się coraz mniej przewidywalna. Kiedy frank kosztował po 2 zł, pośrednicy kredytowi przekonywali, że dalej będzie się osłabiał. I większość ludzi dawała się nabrać. Dodatkowo zachęcało ich to, że kredyty frankowe były znacznie tańsze niż złotowe – na racie można było zaoszczędzić nawet kilkaset złotych miesięcznie.

Umarł frank, niech żyje euro

Ale w pewnym momencie frank przestał chcieć tanieć. Na początku 2009 r. przebił barierę 3 zł, niedawno 4 zł. Wprawdzie Rejtanem przeciw dalszemu umacnianiu się franka stanął nawet Szwajcarski Bank Narodowy, ale wyznaczył tylko minimalny kurs tej waluty wobec euro (1,2 franka), którego chce bronić. Kurs franka do złotego nadal jednak będzie uzależniony od kursu złotego do euro.

Jeszcze przed wakacjami kredyty we frankach miały: Alior Bank, Deutsche Bank PBC, mBank i MultiBank, Nordea, PKO BP i Polbank. Dzisiaj na frankowej mapie praktycznie pozostała skandynawska Nordea. Po taki kredyt teoretycznie można jeszcze pójść do PKO BP, ale proponowana tam marża – aż 7 proc. – zniechęci nawet największego miłośnika szwajcarskiej waluty.

Zniknięcie franków nie oznacza, że nie ma alternatywy dla złotego. Franka zastąpiło euro. Kredyty w tej walucie oferują dzisiaj: Alior Bank, Raiffeisen, Kredyt Bank, Nordea, Deutsche Bank PBC, mBank i MultiBank, BOŚ Bank, Polbank, Lukas Bank, PKO BP, Bank Zachodni WBK, DnB Nord i Getin Bank.

W Nordei znajdziemy też kredyty w koronach duńskich, norweskich i szwedzkich, a w mBanku, Multibanku i PKO BP – w dolarach amerykańskich i funtach brytyjskich. BOŚ udziela kredytów w dolarach, a Pekao dodatkowo w euro, ale pod warunkiem, że klient w tych walutach zarabia.

Dla obecnych i przyszłych posiadaczy kredytów walutowych jest jednak dobra wiadomość. Łatwiej można obejść drogi spread walutowy, czyli prowizję za zamianę obcej waluty na złote. Niektóre banki mocno skubały na tym klientów. W wakacje weszły w życie zmiany, które pozwalają kredytobiorcom spłacać raty bezpośrednio w walucie kredytu. Można ją kupić taniej np. w kantorze. To nic nowego. Nowością jest to, że za zmianę sposobu spłaty (aneks do umowy, konto walutowe) banki nie mogą wziąć ani grosza.

Trudniej w Rodzinie

Jesienna oferta okrojona jest nie tylko z kredytów we frankach. Od września trudniej będzie też skorzystać z kredytów z rządowymi dopłatami do odsetek. Ostatniego dnia wakacji weszły w życie nowe zasady udzielania kredytów w ramach programu „Rodzina na swoim”. Przypomnijmy: przez osiem lat rząd dopłaca do mniej więcej połowy odsetek osobom, które nie mają swojego mieszkania. Taki kredyt udzielany jest tylko w polskiej walucie.

Pozytywną zmianą jest to, że o taki kredyt teraz mogą ubiegać się też single. Zmniejsza się jednak dostępność mieszkań, które będzie można tym kredytem sfinansować. Obniżono bowiem limity cen metra kwadratowego mieszkania, które uprawniają do dopłaty rządowej. Na przykład w Warszawie poprzedni limit ceny metra wynosił 9,8 tys. zł, według nowych regulacji będzie to już tylko 7 tys. zł za metr nowego mieszkania i 5,6 tys. zł używanego. W Gdańsku limit na nowe mieszkanie spadł do niecałych 4,9 tys. zł za metr, a we Wrocławiu do 4,9 tys. zł.

Znalezienie mieszkania, które będzie spełniać ustawowe wymogi, może więc graniczyć z cudem. Zresztą już same banki zaczynają kręcić nosem. Niedawno Deutsche Bank PBC wycofał się z programu, choć nazywa to chwilowym zawieszeniem produktu.

Kredyt na pół wieku

Jednym z dylematów przyszłych kredytobiorców jest: zbierać na wkład własny i wtedy wziąć kredyt z niższą marżą, czy nie czekać i szukać banku, który da kredyt na zakup całego mieszkania? Mimo że banki są dzisiaj ostrożniejsze, z tym drugim nie powinno być dzisiaj problemu. Wszystkie banki wymagają 20-30-proc. wkładu własnego, ale wykupując ubezpieczenie niskiego wkładu, można to ograniczenie obejść.

Są jednak wyjątki. Bez żadnych oszczędności nie dostaniemy kredytu w BNP Paribas (wymagane 10 proc.), chyba że bierzemy kredyt w ramach „Rodziny na swoim”, w Nordei (potrzeba 10 proc. wkładu przy kredytach walutowych), ING Banku i Citi Handlowym (10 proc.). Lukas Bank i BZ WBK żądają 20 proc. wkładu własnego, jeśli chcemy wziąć kredyt w euro.

Z drugiej strony są banki, które – pod warunkiem wykupienia ubezpieczenia – dadzą kredyt nie tylko na zakup całej nieruchomości, ale też coś ekstra na wydatki okołokredytowe. Takich kredytów trzeba szukać w Alior Banku, mBanku, Multibanku i DnB Nord.

Niewiele zmieniło się też, jeśli chodzi o okres spłaty. Najdłużej kredyty mieszkaniowe pozwalają dzisiaj spłacać Getin Noble Bank (tylko kredyt w złotych), Alior Bank i BOŚ – aż 50 lat. W DnB Nord i Nordei (kredyt złotowy) jest to 45 lat. Na 40 lat spłatę długu rozłożą BNP Paribas, Kredyt Bank, Deutsche Bank PBC (w złotówkach), Polbank, PKO BP i Bank BGŻ.

Article source: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,10283365,Koniec_ery_franka.html