Wrz 242011
 

Wygląda na to, że populistyczny rząd premiera Wiktora Orbána doprowadzi do końca swój szatański pomysł. Ma on za pieniądze banków rozwiązać problemy osób, które zaciągnęły kredyt walutowy we frankach, euro lub jenach (tak, tak, na Węgrzech banki pożyczały ludziom również w jenach!) i teraz nie mają go z czego spłacić. Wsparcie dla bankrutujących Węgrów będzie co prawda tylko pozorne, za to awantura, która wybuchła na pół Europy, jest jak najbardziej prawdziwa.

Czytaj też: Goldman Sachs czarno widzi. Będzie krach i zgrzytanie zębów?

Orbán stopniuje napięcie

Orbanowski patent jest nienowy, a w dodatku prosty jak drut. Skoro kursy walut obcych tak mocno poszły w górę, że milion Węgrów nie ma z czego spłacać rat, to cóż stoi na przeszkodzie, by je administracyjnie obniżyć? Węgierski premier dawkował napięcie w ratach. Najpierw, latem tego roku, ogłosił, że do wyliczania rat kredytowych mają teraz służyć sztywne kursy, znacznie niższe od rynkowych. Np. kredyty frankowe mają być spłacane po kursie 180 forintów za franka, gdy rynkowy kurs „szwajcara” to 240 forintów.

Kredytobiorcy się ucieszyli, ale tamten patent miał pewien feler – różnica między ratą opartą na zamrożonym kursie a tą rynkową nie znika jak kamfora, tylko jest wpisywana w nowy kredyt, tym razem udzielany w forintach. Kredyt, który kredytobiorca będzie musiał spłacić po 2015 r. Banki nie protestowały, uznając, że nic na tym nie stracą – jeden kredyt zamienią po prostu na inny.

Czytaj też: Bank Szwajcarii pomaga polski kredytobiorcom. Jak długo potrwa promocja?

Czytaj też: Migal, Poncyl i Kowal chcą zamrozić kurs franka. Dobry pomysł?

Bankowcy wściekli się dopiero teraz, kiedy Orbán wpadł na jeszcze lepszy pomysł – niech kredytobiorcy mają możliwość jednorazowego spłacenia całego kredytu po zaniżonym administracyjnie kursie. Subtelna różnica polega na tym, że różnica między kursem ustalonym przez rząd a tym rynkowym nie będzie już obciążała portfela kredytobiorcy. On spłaci kredyt i o nim zapomni. Straty ma wpisać sobie w bilans bank. – Skoro naudzielali ryzykownych kredytów walutowych, to niech teraz płacą – zdaje się mówić do bankowców premier Orbán.

Kiedy kilka tygodni temu pomysł po raz pierwszy ujrzał światło dzienne, branża bankowa na Węgrzech zadrżała w posadach. Protestować zaczęły zwłaszcza austriackie banki, które mają w sumie 15-20 proc. rynku kredytów hipotecznych i ani myślą spisywać na straty pożyczonych Węgrom setek milionów euro. Sam tylko Raiffeisen ma w kredytach frankowych na Węgrzech zamrożone 1,6 mld euro. Erste – kolejne 3 mld euro. W sprawę zaangażowali się politycy.

Austria: To łamanie prawa Unii

„Pomysł rządu Węgier może spowodować ogromne straty dla banków” – napisała w liście do resortu gospodarki rządu Węgier austriacka minister finansów Maria Fekter. Minister spraw zagranicznych Austrii Michael Spindelegger oświadczył, że propozycja węgierskiego rządu jest „bezprecedensowa i łamie reguły prawne obowiązujące w Unii Europejskiej”. A szefowie największych banków znad Dunaju zapowiedzieli, że będą skarżyć ustawę w Trybunale Konstytucyjnym i w Brukseli. Nieco ciszej swój sprzeciw wyrażał największy kredytodawca na Węgrzech, bank OTP, który z rządem woli nie być na wojennej ścieżce.

Orbán ani myśli ustępować i w połowie tego tygodnia przeforsował ustawę przez parlament. Choć z jednym istotnym zastrzeżeniem – na wcześniejszą spłatę kredytu po zamrożonym kursie musi się zgodzić bank kredytodawca. W przegłosowanej ustawie znalazł się także inny zapis zmiękczający ją – że z tej opcji będą mogli skorzystać tylko ci, którzy terminowo spłacają kredyt. A to odetnie drogę do „prezentu” większości osób, które już wpadły w tarapaty finansowe.

Te ustępstwa mają uspokoić wściekłych austriackich bankowców. Czy uspokoją? Nie wiadomo.

– Z punktu widzenia banku lepiej odzyskać dwie trzecie pożyczonych pieniędzy niż nic – mówią niektórzy ekonomiści.

Polacy nie mają czego zazdrościć Węgrom

Rzeczywiście, na Węgrzech skala zadłużenia obywateli w walutach obcych jest ogromna. Jeden na dziesięciu mieszkańców kraju ma walutowy kredyt mieszkaniowy. To milion osób! Dla porównania – w cztery razy większej pod względem liczby mieszkańców Polsce jest tylko 700 tys. takich kredytów. Wśród Madziarów co trzeci kredytobiorca ma kłopoty ze spłatą swojego kredytu walutowego. U nas – góra 20-30 tys. osób.

To nie dlatego, że Polacy mają dużo wyższe dochody niż Węgrzy. Tam kredyty hipoteczne były udzielane na dużo mniej korzystnych zasadach. Raty polskich kredytobiorców co prawda rosną z powodu wzrostu kursu szwajcarskiej waluty, ale jednocześnie obniża je niski wskaźnik LIBOR (czyli bazowa stopa procentowa, która w Szwajcarii spadła w ostatnich trzech latach z 3 proc. do zera). Węgrzy cierpią i z powodu kursu, i z powodu wysokiego oprocentowania, które nie spadło im wraz z LIBOR-em. Dlatego na Węgrzech ze spłatą nie radzi sobie ponad dziesięć razy więcej ludzi niż u nas.

Ekonomiści podkreślają, że nie mamy czego Węgrom zazdrościć. – To rozwiązanie prowadzi do ślepego zaułka. Przecież jeśli ktoś ma kłopoty ze spłatą rat, to nie wyjmie z kieszeni pieniędzy na zwrot całego kredytu. Będzie musiał zaciągnąć nowy kredyt, na gorszych zasadach. O ile w ogóle go dostanie – mówił na falach Radia TOK FM Hubert Janiszewski, jeden z najbardziej doświadczonych polskich bankowców, członek rady nadzorczej Deutsche Banku PBC.

Według Raiffeisen Banku trudno na razie ocenić wpływ nowych regulacji na portfele Węgrów. Węgierski rząd ocenia natomiast, że z nowej regulacji skorzysta ok. 10-20 proc. uprawnionych kredytobiorców. Z kolei Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING na Europę Środkowo-Wschodnią, miażdży najnowsze pomysły rządu Orbána. – To nie ma żadnego ekonomicznego sensu! Węgierski system bankowy będzie musiał znaleźć kilka miliardów euro na pokrycie strat. Banki na potrzeby tej operacji będą musiały kupić dużą ilość walut – franków, euro czy jenów, co jeszcze bardziej osłabi słabego dzisiaj forinta. Szacujemy, że jeśli ustawa wejdzie w życie, z opcji jednorazowej spłaty skorzysta 10-20 proc. węgierskich kredytobiorców, co oznacza straty dla węgierskich banków rzędu 80-100 mld forintów (3-4 mld euro) – mówi Szczurek.

Jego zdaniem ustawa pomoże tylko osobom, które w krótkim czasie znajdą gotówkę na spłatę całego kredytu. – Część osób będzie chciała zdobyć pieniądze ze sprzedaży mieszkania kupionego na kredyt, a to z kolei spowoduje wzrost podaży mieszkań i spadek ich cen. Odbije się to na kondycji innych branż związanych z rynkiem kredytów mieszkaniowych: budowlanej czy deweloperskiej – wylicza potencjalne zagrożenia ekonomista ING.

Pomysły zamrażania kursu franka mają i nasi politycy – zgłosiły je w kampanii wyborczej PiS oraz PJN. Ta ostatnia partia chce, by Polacy spłacali kredyty hipoteczne we frankach po kursie… 2,75 zł. Do 2013 r. różnicę między tą ceną franka a kursem rynkowym pokrywałby budżet państwa. Policzyliśmy, że rocznie kosztowałoby to – zakładając obecne relacje kursowe – ostrożnie licząc… 2,8 mld zł. Ten prosty rachunek oznacza, że… chyba nie mamy czego Węgrom zazdrościć.

Article source: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,10346802,Orb%C3%A1n_zaordynowal_bankom_kilka_miliardow_euro_strat.html