Paź 042011
 

Młodzi, bezrobotni, a co na to banki?

Daleko do domu

PowiększAż 68 proc. dorosłych Polaków (w wieku 18–75 lat) deklaruje, że mieszka we własnym mieszkaniu lub domu.Aż 68 proc. dorosłych Polaków (w wieku 18–75 lat) deklaruje, że mieszka we własnym mieszkaniu lub domu.

PowiększWszędzie na świecie młodzi ciągną do dużych miast, bo tu szanse na pracę są większe.Wszędzie na świecie młodzi ciągną do dużych miast, bo tu szanse na pracę są większe.

PowiększPo zapłaceniu czynszu i odłożeniu środków na życie, na spłatę kredytu zostaje niewiele lub prawie nic. Takiemu lepiej nie pożyczać.Po zapłaceniu czynszu i odłożeniu środków na życie, na spłatę kredytu zostaje niewiele lub prawie nic. Takiemu lepiej nie pożyczać.

Jeszcze przed kilku laty 20-, 30-latkowie dostawali kredyty hipoteczne bez problemu. Sugerowano im nawet, żeby pożyczali sumy większe, niż planowali. Nie tylko na mieszkanie, ale i na meble. Te same banki, które niedawno prześcigały się we wciskaniu kredytów każdemu, dziś coraz więcej rodzin uznają za kredytowo niezdolne: ich zdaniem maleje prawdopodobieństwo, że pożyczkę spłacą. A takim najlepiej nie pożyczać.

PKO BP odmawia na przykład kredytu hipotecznego już 12–13 proc. chętnych, w innych bankach odsetek odmów jest podobny i również rośnie. Akcja kredytowa wyraźnie zwolniła tempo. W przyszłym roku o kredyt, zwłaszcza hipoteczny, będzie jeszcze trudniej. Przewiduje się kolejny kilkunastoprocentowy spadek.

Także dlatego, że bankom z kolei śrubę przykręca nadzorca, czyli Komisja Nadzoru Finansowego. KNF, widząc, co się dzieje z bankami na świecie, próbuje te nasze uchronić przed kłopotami. Lepiej, żeby banki straciły trochę klientów, niż miały narazić się na niewypłacalność, pożyczając tym, którzy mogą mieć kłopoty. Na przykład stracą pracę. Wciąż żywa i bolesna jest pamięć o nieszczęściu, jakie przyniosły amerykańskie kredyty „subprime”, przyznawane niemal każdemu.

KNF dmucha na zimne. Według Związku Banków Polskich kredyty hipoteczne zaciągnęło w Polsce 1 mln 557 tys. rodzin. W sumie winne są bankom 283,4 mld zł. W porównaniu ze starą Unią to niedużo. Zaledwie równowartość 17 proc. rocznego PKB. Tam wartość zaciągniętych pożyczek hipotecznych stanowi odpowiednik 38 proc. PKB. Oni jednak biorą ten rodzaj pożyczek od dziesięcioleci, my obecny stopień zadłużenia osiągnęliśmy zaledwie w kilka lat w stanowczo zbyt szybkim tempie.

Jeszcze szybciej zapożyczały się kraje nadbałtyckie. Estonia ma dzisiaj stopień zadłużenia wyższy niż stara Unia – przekroczył 40 proc. PKB. Przerażeni własnymi długami są także Łotysze i Litwini, wielu dłużników nie radzi sobie ze spłatą. To oni stanowią dziś największe zagrożenie dla banków. Czesi i Węgrzy zadłużali się w podobnym tempie jak my, ale aż 10 proc. bratanków nie oddaje pożyczonych pieniędzy w terminie. A Polacy? Niecałe 2 proc. Za tymi dwoma procentami kryje się jednak dramat 30 tys. rodzin, które szamoczą się w pętli zadłużenia. Hipoteczny to zobowiązanie na wiele lat, nieraz dekad. Istnieje więc obawa, że kolejny kryzys grono takich dłużników powiększy.

Można powiedzieć, że w sprawie kredytów hipotecznych wykazaliśmy się sporą odpowiedzialnością. Rozwagi natomiast nieco nam brakowało przy zaciąganiu tak zwanych pożyczek konsumenckich, czyli na mniejsze sumy i krótsze terminy. Potrzebne nam one były na nowe samochody, pralki i telewizory. W Polsce to już odpowiednik 12 proc. PKB. Przekroczyliśmy więc unijne średnie zadłużenie (7 proc. PKB) i oddajemy gorzej niż mieszkaniowe. Łatwo się pożyczało, trudno zwraca.

Młody człowiek, bez zdolności

Ostrożność nadzorcy wydaje się więc uzasadniona. Zachęca banki, aby uważniej przyglądały się potencjalnym kredytobiorcom.

Najpierw, żeby zniechęcić ludzi do zadłużania się w walutach obcych, wysoko podniesiono progi dochodów, które powinni osiągać ubiegający się o kredyt. Mało kto tyle zarabia. Do franków szwajcarskich, przynajmniej na jakiś czas, Polacy wydają się już zniechęceni wystarczająco. Ale do zadłużania w rodzimej walucie – niekoniecznie. Więc KNF skłania banki do bardziej restrykcyjnej polityki. Jeśli dochody rodziny ubiegającej się o kredyt hipoteczny są niższe od przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, rata nie może być wyższa niż połowa rodzinnego budżetu. W przypadku rodzin z dochodami większymi niż średnia płaca wysokość rat może sięgać 65 proc. Więcej bank zabrać nie ma prawa. Pożądany jest także wkład własny.

Same dochody jednak nie zbudują wysokiej zdolności kredytowej. Mariusz Dymowski, dyr. departamentu finansowania klientów indywidualnych w PKO BP, mówi, że każdy wniosek kredytowy należy oceniać indywidualnie. Szansę na pozytywne rozpatrzenie znakomicie zwiększa okoliczność, gdy oboje małżonkowie pracują, a ich dochody wydają się stabilne. Zmniejszają ją natomiast stałe obciążenia rodziny, a więc na przykład alimenty i, niestety, dziecko – najbardziej to pierwsze. Sytuację pogarszają także inne wzięte wcześniej pożyczki. Po oszacowaniu dochodów i odjęciu od nich kosztów stałych rodzinie powinna pozostać różnica, którą – ewentualnie – będzie mogła przeznaczyć na spłatę kredytu hipotecznego.

Ponieważ jednak kredyt to zobowiązanie trwalsze niż – niekiedy – małżeństwo, banki oceniają nie tylko obecną, ale próbują także przewidzieć przyszłą sytuację finansową klienta. Najlepsze rokowania są wtedy, gdy klient ma etat, a to – niestety – zdarza się coraz rzadziej zwłaszcza wśród młodych. Dyrektor zarządzający pionem klienta detalicznego PKO BP Szymon Wałach zapewnia, że umowy czasowe absolutnie szans na kredyt nie pozbawiają. Pod warunkiem, że były już przez pracodawcę przedłużane. Gdyby było inaczej, na sfinansowanie własnego mieszkania nie mogliby liczyć lekarze czy nauczyciele, z reguły zatrudniani na okresowe kontrakty. Podobnie traktowane są umowy zlecenia czy o dzieło, powszechny dziś sposób zatrudniania dziennikarzy czy grafików komputerowych. – Jak ktoś już miał dwie takie umowy i w dodatku przedstawi zaświadczenie od pracodawcy, że ma go zamiar w ten sposób zatrudniać nadal, może liczyć na pożyczkę. Gorzej, gdy usiłuje wziąć kredyt już przy pierwszej. Nie dostanie – tłumaczy Wałach.

Zdolność kredytowa dwuosobowej rodziny z dochodem miesięcznym 2,5 tys. zł oceniana jest przez bank na ok. 1200 zł. Tyle może wynosić jej miesięczna rata, którą oddawać będzie przez najbliższe 30 lat, żeby spłacić pożyczone ok. 170 tys. zł. W Warszawie może za to kupić dwupokojowe mieszkanie, oczywiście raczej nie w centrum. W Białymstoku lub Łodzi za 40 m zapłaci 140 tys. zł. Mieszkania, które młodzi obecnie kupują najczęściej, nie są większe jak 50–70 m kw.

Kredyt dwupokoleniowy

W Raiffeisen Bank Polska, któremu szefuje Piotr Czarnecki, też nie ma się co pokazywać z okresową (tzw. śmieciową) umową o pracę. – Nie znaczy to, że wszystkie osoby z umową na zlecenie albo na czas określony dostaną decyzję negatywną, tyle że muszą dobrze udokumentować swoją karierę zawodową. Przyzwyczailiśmy się przez te kilka lat do sytuacji, że kredyt hipoteczny należy się każdemu, a to nieprawda, nigdzie tak nie ma – tłumaczy prezes Czarnecki. Banki muszą być ostrożne, ponieważ w Polsce jeszcze nie został przetestowany jeden z elementów, na których się ten kredyt opiera na świecie (czyli egzekucja zakończona eksmisją). Jedynym zabezpieczeniem kredytodawcy jest wpis na hipotece, umożliwiający odebranie jego własności w sytuacji, gdy pożyczka nie jest spłacana. Tak się dzieje w innych krajach – teraz, masowo, w Stanach Zjednoczonych. Według wiedzy prezesa, żaden bank w Polsce egzekucji na bruk nie zastosował, choć nie wszyscy klienci spłacają zaciągnięte zobowiązania. Nasze prawo nakazuje bankowi przeniesienie dłużnika do mieszkania zastępczego. Musiałby je więc kupić, a to oznacza dodatkowe koszty. I zapewne wielką awanturę medialną, która mogłaby mocno nadszarpnąć wizerunek.

W PKO BP nawet o tym nie myślą. – Kredytobiorcom, którzy mają kłopoty finansowe, zawieszamy raty. Na sześć miesięcy, a nawet na rok – zapewnia dyrektor Wałach. I dodaje, że nie ma bardziej lojalnego klienta niż ten, któremu bank pomógł w trudnej sytuacji. Perspektywa, że portfel złych kredytów może rosnąć, znacznie studzi zapał banków do dalszego pożyczania.

 

Zamknij



Article source: http://www.polityka.pl/rynek/1519848,1,mlodzi-bezrobotni-a-co-na-to-banki.read